Warren Buffett kiedyś powiedział, że „Wall Street jest jedynym takim miejscem na świecie, gdzie ludzie przyjeżdżają rolls-royce’ami po radę od tych, którzy jeżdżą do pracy metrem”.
Oczywiście takich miejsc jest więcej, ale o co mu chodziło? Idziesz do biura nieruchomości, szukasz jakiegoś mieszkania, bo chcesz kupić i dać pod wynajem. Idziesz do banku, czy do siedziby towarzystwa funduszów inwestycyjnych, bo zainteresowały Cię fundusze inwestycyjne, czy w ogóle inwestycje giełdowe. Jesteś początkującym inwestorem, więc pewnie dzwonisz do swojego banku, który udostępnia Ci namiastkę rachunku maklerskiego.
Jeśli byłeś kiedykolwiek w takiej sytuacji, czy pomyślałeś o tym, żeby zapytać, czy doradca od nieruchomości posiada sam jakąś nieruchomość, którą komuś wynajmuje? Czy doradca finansowy sam posiada lub chociaż posiadał jakieś fundusze inwestycyjne? Jak w praktyce sam zajmuje się tym, czym jest inwestowanie na giełdzie? Czy dzwoniłeś kiedyś do takiego banku mając problem z aplikacją – niby rachunkiem maklerskim, a czy osoba po drugiej stronie sama ma taki niby rachunek? Dzwoń i pytaj...
Jeśli doradca od nieruchomości nie posiada sam nieruchomości prócz tej, w której mieszka, to jest SPRZEDAWCĄ. Jeśli doradca finansowy nie posiada sam jakichś funduszy, to jest SPRZEDAWCĄ. Jeśli pan/pani z banku nie posiada sam/a takiego mini rachunku maklerskiego, to jest SPRZEDAWCĄ. Jakkolwiek jest to pięknie nazwane „Doradca Klienta”, „Opiekun Klienta”, „Specjalista ds. Obsługi Klienta” itp. itd. to masz do czynienia ze zwykłym sprzedawcą.
Dlaczego więc inne nazwy skoro chodzi o to sprzedaż? Dostajesz wizytówkę. Lepsze wrażenie robi napis „Doradca” itp. niż „Sprzedawca”. Po prostu ładniej i bardziej zachęcająco. Sęk w tym, że jeśli taka osoba sama nie posiada nic, to czy nie wydaje Ci się, że zna tylko oklepane regułki, których uczy ją ktoś, kto sam jest też tylko sprzedawcą? To ma być inwestowanie na giełdzie?
Większości doradców nie interesuje, czy Ty zarobisz. Masz przykładowo plan na 30 lat, wpłacasz co miesiąc pieniążki, doradca dostaje kasę, dyrektor regionalny też parę złotych – od razu, a co się stanie, jeśli za 30 lat Twój fundusz zbankrutuje? Oni przynajmniej zarabiali na bieżąco, a Ty zostaniesz na lodzie. Oni dbają o siebie i swoją rodzinę, tak jak Ty o siebie i swoją rodzinę. To zrozumiałe, ale kto na pewno na tym zarobi, a kto tylko CHYBA?
Najgorsze jest to, że ci, którzy nami rządzą nie przejmują się edukacją finansową ludzi. Kto od reformy emerytalnej w 1999 r. tym się zajął? Czy jest w szkole jakiś przedmiot pod nazwą "Inwestowanie na giełdzie"? Może chociaż w ogóle „Inwestowanie w cokolwiek”? Nie? A był???
Tym samym pole do popisu mają ci, którzy tak naprawdę są sprzedawcami. Skutkiem tego edukacja finansowa stała się zwykłym marketingowym bełkotem. Tym samym ludzie, których uczono bycia pracownikiem mają nagle stać się inwestorami pełną gębą.
Edukacją finansową, czy raczej tzw. „edukacją” zajmują się więc brokerzy. „Broker” teoretycznie znaczy „sprzedawca”, „pośrednik”. W tym sęk, że wiele razy każdy z nas mógł usłyszeć oglądając jakiś anglojęzyczny film wyrażenie „I’m broke”. Znaczy to tyle, co „jestem spłukany”. Co określa więc słowo „broker”? Kogoś kto już nie ma pieniędzy.