Ciekawe, rząd w Atenach sam ma u siebie kłopoty i nie jest pewne jak Grecja przetrwa sezon wiosenny. Na dodatek jeszcze bankierzy wyciągają łapkę o dodatkowe gwarancje. Kto za wszelkie rządowe gwarancje naprawdę zapłaci?
Każdorazowe zwiększenie np. gwarancji Twoich oszczędności ma Cię upewnić, że są one teraz bardziej bezpieczne. Wystąpi Premier, czy Minister Finansów. Zapoda na mównicy, że od dziś Twoje oszczędności są bardziej bezpieczne, bo dadzą Ci gwarancję np. na 200tys Euro. Pewnie mogą nawet i 300tys. jakby taka potrzeba była. Mówienie nie boli.
Może jeszcze wydrukuje pieniądze? Ot weźmie kartkę papieru, potnie na prostokąty, wymaluje gębę Zdziska spod budki z piwem, czy innego Zeusa. Tu orzełek, tam jakiś fikuśny paseczek – jak zwykle zresztą.
Oczywiście pusty pieniądz ma swój koszt – inflacja, więc na tym stracisz. Zdziwisz się, że produkt X 500g kosztujący 3zł będzie kosztować np. 3,1zł albo będzie w cenie 3zł tylko zostanie zmniejszona waga do 450g.
O inflacji i cudach z nią będzie osobny temat, bo dziś chodzi o gwarancję Twoich oszczędności. Rząd gwarantuje więc Twoje oszczędności. Przepraszam, Ty sam sobie gwarantujesz oszczędności, więc komu to jest potrzebne?
Zapytaj sam siebie, kto na tym najwięcej zyska? Gwarancja na większą kwotę oznacza spokój dla panów bankierów. W jaki sposób?
Spokój panów bankierów
Po pierwsze – nie muszą się martwić, że Ty i Twój sąsiad, a nawet Twój pies pójdą do banku wypłacić w razie czego oszczędności. Zostaniesz zapewniony, że Twoje pieniądze są bezpieczne. Teoretycznie…
Po drugie – bankierzy nie muszą się martwić tym, że trzeba dać większy procent na lokatę, czy choćby zwykłe konto osobiste. Jak zwykle więc lokata np. na rok będzie oprocentowana na 6%, a kredyt na 15%. Oczywiście Ty tych 6% nie zobaczysz w realu, tak jak 15% na kredyt to nie wszystko co zapłacisz, żeby spłacić kredyt (o lokatach pisałem TUTAJ i TUTAJ).
Biedny pan bankier zje sobie homara, bo plackami ziemniaczanymi pewnie gardzi, wiec diety nie zmieni. A skoro mniej pieniędzy Ci zapłaci za lokatę, to więcej zostanie dla niego. Czy placki są złe? Widocznie…
Po trzecie – bankowe działy Public Relations, Marketingu i co tam jeszcze mają mniej roboty. Twoje pieniądze leżą w banku, więc po co zapewniać Cię o ich bezpieczeństwie, czy podejmować działania faktycznie zabezpieczające. Po co? Rządzący wystąpią na mównicy i będziesz szczęśliwy. Bankierzy na pewno.
Po czwarte – bankierzy mogą dalej olewać problemy, zadłużać obywateli czy całe kraje. Banki mogą być źle zarządzane, rząd poratuje kilka foteli, przepraszam - TY. A Twoje oszczędności będą bezpieczne tylko na papierze.
Może znowu bezrobotny z Alabamy (powiedzmy, że tym razem z Salonik) dostanie kredyt na 130% wartości, żeby kupił dom za 500tys dolarów/euro, który nie jest wart połowy tego. Pewnie jeszcze to taki dom, że Antonio Banderas i jak w filmie „Zabójcy” przebije piąchą sufito-podłogę. Na łapie ot farbka z sufitu zostanie. Ni zadrapania, nie powie nawet „Aua”.
Znowu większość obstawi 20% wzrost ceny domu, rocznie i tak przez 10 lat (tak obstawiano wzrost cen w Kalifornii kilka lat temu, o tym w innym temacie). To się Banderas zdziwi. Bezrobotny z Alabamy-Salonik też.
O co mi chodzi?
Chodzi o to, że na pozornie dobre rozwiązania (kto nie chciałby gwarancji na swoje pieniążki?) trzeba spojrzeć krytycznym okiem. „Nie wszystko złoto co się świeci”. W takich wypadkach gdzieś może leżeć haczyk. Czyjś tyłek na pewno zostanie uratowany. Twój może, a już na pewno nie w pierwszej kolejności. Czy warto więc trzymać bezużytecznie pieniądze w banku?
Nie mówię, że masz się załamać, wypłacić pieniądze i kupić skrzynkę wódki, „bo przecież system szlag trafi, więc zdążę sobie poużywać”. Można się jednak zastanowić, czy jest sens dawać zarabiać instytucjom, które nie chcą się reformować?
Głosy tych, którzy chcieliby zreformować, znikną jak zwykle w hałasie skomlących bankierów, a polityk na którego głosowałeś i któremu ufasz bardziej niż bankierowi powie Ci „Twoje pieniądze są bezpieczne”. Raczej „Bank pana X może się czuć bezpiecznie”.
Inwestycje giełdowe lub/i w nieruchomości, monety itp. – masz wybór. Nie mówię, że to lekkie i przyjemne, bo nauka kosztuje zawsze. Jak jednak widzę takie gwarancje, to lepiej już samemu zabezpieczyć sobie przyszłość.
A Ty co sądzisz o rządowych gwarancjach?