Hossa i bessa - oba słowa wywodzą się z języka francuskiego, czyli „Hausse” i „Baisse”. W potocznym znaczeniu Hossa to Rynek Byka, Bessa to Rynek Niedźwiedzia. Rynek Byka związany jest z długotrwałą dominację popytu (czyli Byków). Oznacza to długoterminowy wzrost kursu giełdowego papierów wartościowych lub towarów. Natomiast Rynek Niedźwiedzia związany jest z długotrwałą dominacją podaży (czyli Niedźwiedzi). Tym samym jest to długoterminowy spadek kursu giełdowego papierów wartościowych lub towarów. Z tego powodu inwestycje giełdowe są obarczone pewnym ryzykiem.
Czy to znaczy, że Hossa jest zwykłym przeciwieństwem Bessy? Niezupełnie. Różnią się przede wszystkim czasem trwania. Hossa jest z reguły o wiele dłuższa niż Bessa, ale Bessa jest bardziej gwałtowna. Przez to w czasie krótszym potrafi znieść wzrosty osiągnięte w kilka lat. Np. od dołka z 2001 r. i 2003 r. na ok. 1000 - 1050 punktów indeks WIG20 do IV kwartału 2007 r. urósł do prawie 4000. Do lutego 2009 r. spadł na poziom 1250 punktów. 6 lat wzrostów, 1,5 roku spadki.
Hossa kończy się (a Bessa zaczyna) z reguły w momencie, gdy inwestowanie na giełdzie zainteresowałoby nawet Twojego psa, gdyby tylko mogło. Dowiadujesz się, że nagle Twój sąsiad, czy ktoś inny jest inwestorem, choć w życiu wcześniej nie kupował akcji. Oglądasz reklamy w TV, czy w gazecie różnych funduszy inwestycyjnych chwalących się kilkusetprocentowymi zyskami. Najlepsze inwestowanie na giełdzie to inwestowanie w małe i średnie spółki, dlatego jak grzyby po deszczu rośnie liczba funduszy związanych z tymi segmentami.
Wiadomo, nie każdy chce ślęczeć nad wykresem spółki, więc zostawia tę robotę komuś innemu. Nawet właściciele i dyrektorzy funduszy, którzy nie byli zainteresowani rynkiem mniejszych spółek nagle zaczynają go chwalić i pakować pieniądze klientów w spółki z mWIG40 i sWIG80. Tymczasem więksi inwestorzy po cichu uciekają z rynku.
Nieliczne głosy rozsądku doświadczonych inwestorów mogą ginąć w tłumie debiutantów, którzy kupili „bo rośnie”, „a spółka, która urosła 1000% to dobra spółka”. Sęk w tym, że ta spółka BYŁA dobra. Ludzie tracą swój instynkt. Niejeden inwestor może kupić coś w sklepie po promocyjnej NIŻSZEJ cenie, ale jeśli chodzi o giełdę, to kupuje to co najwięcej urosło. Dziwne? Tak niestety jest. ZAWSZE i ciągle to samo.
Dla odmiany Bessa kończy się (tym samym Hossa zaczyna), gdy inwestowanie w akcje przestało interesować Twojego psa i pozastawiał swoje obiadowe kości, a buda przecieka, bo nie ma na remont. To takie przeciwieństwo zachowań tego co opisałem w poprzednich akapitach. Duzi inwestorzy zaczynają wtedy kupować. Mają czas, a większość ludzi jest zbyt wystraszona. Nic nie dzieje się nagle z dnia na dzień i zwykle szczyt szczytów czy dołek dołka jest raczej przypadkowy.
Pół biedy jeśli mamy do czynienia ze zwykłą Bessą, czy Hossą. Oczywiście nie jest powiedziane, że w zwykłej Bessie WIG20 spadnie 2000 punktów, a w Hossie urośnie 3000. To też pewne uproszczenie. Jednak jest pewna różnica.
Giełda japońska do dziś nie dotarła nawet do poziomu z przełomu lat 80tych i 90tych. Amerykański indeks S&P500 w 2007 r. dogonił poziomy z 2000 r. i spadł. W lutym 2009 r. był niżej niż na dołku z 2002 r. Z innych ciekawostek indeks Dow Jones po krachu z 1929 r. ponad 70% strat odrobił w 4 lata licząc od dołka w 1932 r. Odrobienie 100% trwało do połowy lat 50tych. Można to było oczywiście wytłumaczyć II Wojną Światową, ale to co z naszą Japonią? Jak widać zdarzają się i takie wypadki.
Ponieważ ludzie rzadko uczą się na błędach to zawsze mamy Hossę, potem Bessę, potem Hossę, potem znowu Bessę i tak w kółko. Nawet jakby była jakaś giełda notowana od roku 1000 i startując z poziomu 1 punkt dziś miałaby poziom 1 miliona, zawsze po drodze trafi się znaczne cofnięcie.
Nie da się nigdy odpowiedzieć na pytanie gdzie jest optymalny punkt dla giełdy. Giełda zawsze będzie niedowartościowana, albo przewartościowana. Jeśli nie, to skąd by się wzięły silne spadki albo silne wzrosty? Skąd górka i dołek?
Swoją drogą są spory, czy wzrosty, które notujemy od dołka z 2009 r. to już hossa, czy nie. Jedni powiedzą, że bessę mamy za sobą, a przynajmniej mamy odbicie w stylu „V”. Inni sądzą, że czeka nas poważne ochłodzenie i ruch w stylu odwróconego (i poprawnie napisanego) „M” (zobacz czcionkę "Verdana" w MS-WORD. Jeszcze inni uważają, że to w jaki sposób jest łatany kryzys gospodarczy przyniesie za sobą negatywne skutki i prawdziwa hekatomba dopiero przed nami, mimo możliwych wpierw wzrostów. Efekty poznamy dopiero po czasie. Taka widocznie specyfika i skutki oddziaływania ostatniego kryzysu.