W poprzedniej części (dostępnej TUTAJ) opisałem ogólnie co to jest „hossa” i „bessa”. Dziś chciałbym się zająć pewną prawidłowością odnośnie tych zjawisk. Chodzi o podstawowy czas trwania tych dwóch etapów ruchu na rynku. Nie chodzi w tym artykule o szczegóły typu „jak wyczuć TEN moment”. Do wszystkiego dojdziemy z czasem. Zajmijmy się podstawami.
Z pewnością inwestycje giełdowe byłyby najbardziej zyskowne gdyby się dało w sposób bardzo prosty wyróżnić na 100% zasady na jakich kończy się bessa i kończy się hossa. Z pewnością byś się ucieszył, gdyby Twoje inwestowanie na giełdzie przynosiłoby zawsze pozytywne skutki.
Gdyby udało Ci się kupić akcje spółek na dołku bessy, a sprzedać na górce hossy. Każdy mógłby wziąć nawet kredyt pod zakup akcji i nikt by się nie martwił o spłatę rat. Oczywiście to spore uproszczenie. Jeśli każdy by zarabiał, to kto by tracił? Ktoś by musiał.
Każdy Inwestor musi zrozumieć jedną podstawową zależność. Dlaczego przeciętna bessa trwa krócej niż hossa? Dlaczego więc bessa potrafi znieść np. 2/3 poprzedzającej ją hossy? Odpowiedź da zwykła prosta matematyka.
Załóżmy, że kupiłeś akcje spółki X po 20zł. Jeśli cena akcji spadnie na 10zł to o ile procent spadła cena? O 50%. Kurs stracił połowę swojej wartości. 50% z 20zł to 10zł. To chyba najbardziej kosztowne 10zł w życiu.
Teraz zastanów się o ile procent musi wzrosnąć cena, żeby kurs wrócił na poziom 20zł? O 50% na pewno nie. Gdyby cena wzrosła o 50%, to przecież nie liczymy tego od poziomu 20zł, lecz od poziomu, z którego zaczął rosnąć. Tym samym liczy się 10zł. 50% z 10zł to 5zł. Kurs wzrósłby do poziomu 15zł. Ciągle więc nie odrobiłeś wszystkiego.
To o ile musiałby wzrosnąć kurs, żeby wrócić na pierwotny poziom. Z 10 zł o 10zł, czyli o 100%. 100% z 10zł to 10zł i 10+10=20. Jak widać rynek musi się zdobyć na większy wysiłek. Między 50% a 100% różnica jest widoczna gołym okiem.
Zauważ taką rzecz. Spadek o 1% z poziomu 20zł to spadek o 20gr. Wzrost o 1% z poziomu 10zł to wzrost o zaledwie 10gr. Już na samym starcie wzrost wydaje się być na straconej pozycji. Spadki mają zdecydowaną przewagę z początku w stosunku do wzrostów.
Z początku, bo spadek o 1% z 1,5 zł to już 15gr a nie 20gr jak było na początku. Wzrost o 1% z 1,5zł to wzrost o 15gr, a nie 10gr jak na początku. Mimo to 15gr spadku dalej boli, choć 15gr wzrostu cieszy.
Z poziomu A do poziomu B musi spaść dwa razy mniej procentowo, niż wzrosnąć z B do A. Zabawne, nie? 10zł w dół, 10zł w górę, a jaka różnica. Stąd już chyba gołym okiem widoczne co potrwa krócej a co dłużej. Jeśli jeszcze dołożyć do tego, że następna hossa może przekroczyć poziomy maksymalne (a nie zawsze musi jeśli przyjąć jakiś mega czasowy cykl), to trwa to jeszcze dłużej.
I taka ciekawostka: WIG20 od dołków z lat 2001 r. i 2003 r. rósł (z korektami po drodze) do 2007 r. z 1100 – 1150 do 39xx. Od października 2007 r. do lutego 2009 r. spadł z 39xx na 1250 (z przerwami po drodze). Wystarczyłby jeszcze tylko spadek o 10% i dobiłby do dołków z lat 2001-2003.
W tym rozważaniu istotne jest jednak to, że spadek trwał niecałe 1,5 roku. A wzrost od 2001 r. 6 lat, od drugiego dołka 4 lata. Jeśli nawet pominąć ten przykład, to wystarczą zwykłe procenty i na zwykłą ludzką logikę – osiągnięcie 50% trwa krócej niż 100%.