„Jeśli chcemy, aby nasze dziecko miało zapewnioną finansową przyszłość, nie może się ono stosować do zbioru "starych reguł"” - Robert Kiyosaki.
Czasami jeśli chodzi o inwestowanie na giełdzie, czy inwestowanie w ogóle, a praca na etacie są widoczne spore różnice. Bardzo istotne różnice, które wpływają inaczej na życie poszczególnych ludzi. Jakie?
Spójrzmy na taką sytuację. Mamy dwóch ludzi: Kowalskiego i Nowaka. Kowalski pracuje na etacie w firmie A, a dla Nowaka Inwestycje Giełdowe to chleb powszedni. Nowak inwestuje pieniądze w firmę A.
Firma A ogłasza restrukturyzację. Ma za duże koszty, albo po prostu chce zwiększyć wydajność i tym samym zyski. Jest dziesięć osób zajmujących się jakąś działalnością produkcyjną w firmie A, w tym Kowalski. Dziesięciu ludzi osiąga razem powiedzmy 100 punktów wydajności.
Prezes firmy A ogłasza zakup maszyny. Maszyna droga, ale do jej obsługi wystarczy jeden pracownik, a wydajność wyniesie 150 punktów. Można więc zaoszczędzić w dłuższym terminie pieniądze, a nawet więcej zarobić. Wystarczy zwolnić 9 osób, w tym akurat Kowalskiego.
Dla Kowalskiego restrukturyzacja oznacza więc kłopoty – straci pracę i zarobek. Będzie musiał szukać nowej pracy, albo jego rodzina zacznie głodować. Kiepsko sprawa wygląda. Restrukturyzacja to dla niego w skrajnym przypadku katastrofa.
A co z Nowakiem? Nowak kalkuluje to inaczej: firma się rozwija, ścina koszty, unowocześnia się, poprawia wydajność, wydatek na maszynę jest uzasadniony. Same plusy. Kupuje więc akcje. Inni inwestorzy również są zachwyceniu. Naród rzuca się na akcje spółki A, cena rośnie niebotycznie w górę. Po jakimś czasie Nowak sprzedaje swoje papiery. Inwestowanie w akcje przyniosło mu krocie.
Samozatrudniony tu akurat nie musi być ujęty w tym przykładzie. A biznesmen? Zakup maszyny to koszt, ale tylko początkowy. Korzyści? Oszczędności na ludziach (mniej ich potrzebuje = mniej idzie na pensje, premie itp.), wzrost wydajności (a przecież konkurencja nie śpi), wzrost produkcji, wzrost sprzedaży, wzrost zysków. Same plusy. Biznesmen także zarabia. Nie na akcjach (załóżmy że jest tylko biznesmenem), lecz bezpośrednio na tym co zdziała maszyna i oszczędność na kosztach innych.
Jak widać przykład ten sam – dotyczy wszystkich. Jednak wszystko rozbija się o szczegóły. To co jednego dotyka boleśnie, dla drugiego jest korzyścią. Czy inwestowanie na giełdzie, czy w ogóle inwestowanie, czy biznes, a praca na etacie – wszystko to inaczej wygląda. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
Jeśli jesteś pracownikiem na etacie, to aby odnieść sukces np. na giełdzie, musisz myśleć trochę inaczej niż zwykle. Korzyści są gdzieś indziej i są na wyciągnięcie ręki. Medal ma w końcu dwie strony. To co z pozoru niewidoczne i kosztowne dla jednego, jest zyskiem dla drugiego. Praca na etacie, a biznes, czy inwestowanie w akcje to nie to samo. Niezrozumienie tych różnic, to gwarantowana porażka przy podjęciu się innej działalności niż dotychczas.
Przykład w wersji rozszerzonej zainspirowany książką R. Kiyosakiego „Bogaty ojciec, biedny ojciec”.
PS: Rozwój firmy to niestety nie tylko bezbolesna jedna kropla cyny, co opisałem TUTAJ.