Dwa elementy mogły zaważyć na zachowanie giełd w piątek. Jeden pochodzi od naszego przysłowiowego bratanka, drugi ze Stanów. O co biega i jaki wpływ to miało na inwestycje giełdowe?
W Europie pojawiają się głosy odnośnie kondycji finansowej Węgier. Nie będę szczegółowo przytaczał konkretnych danych. W każdym bądź razie jeśli rząd publicznie przyznaje, że poprzednia ekipa fałszowała dane statystyczne, a te prawdziwe dane są złe, to jest to jakiś dowód, że kryzys jeszcze nie umarł. Może nawet ma się całkiem dobrze i tylko przeciąga się w łóżku po odpoczynku.
Swoją drogą ciekawe czy obecna ekipa nie będzie również czegoś kombinować. Zawsze można poprzednikom dowalić, a siebie wybielić. To chyba normalne w polityce?
Wszystko i tak zależy od tego czy inwestorzy przetrawią ostatnie informacje o możliwości niewypłacalności Węgier. Weekend jest okazją do odpoczynku i przemyśleń. Zresztą już w piątek na samych Węgrzech, gdzie BUX wskazywał momentami -7% udało się odrobić połowę strat. W końcu taki spadek to okazja do jakiegoś odbicia, nawet jeśli tylko na chwilę. Tu inwestowanie na giełdzie na dołku było opłacalne.
Okaże się to w poniedziałek. Stany mogą niezbyt pomóc, dlaczego? Otóż tam pojawiły się o wiele gorsze od oczekiwanych dane na temat zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. O ile pamiętam wzrost o 431tys w stosunku do wyczekiwanych 536tys.
Sama różnica może nieco dziwić, bo skąd się wzięła? Inna sprawa jest taka, że jak się okazuje, liczba nowych zatrudnionych, choć znaczna, to nie jest już taka wysoka jeśli spojrzeć na to, że zatrudnia się ludzi na rachmistrzów do pracy w związku z przeprowadzanym spisem powszechnym. A wiadomo, że to sezonówka, a przecież to tak naprawdę czasówka, chwilówka, bo spisu nie przeprowadza się co roku.
Ni mniej ni więcej oznacza to, że o jakiś tam procent wzrostu zatrudniania w firmach – a przecież o to chodzi – jest mniejszy niż się spodziewano. Tym bardziej, że skoro bezrobocie teoretycznie spada – to może oznaczać po prostu mniej zarejestrowanych, a nie więcej pracujących. A kilka dużych firm zapowiada jeszcze cięcia w etatach.
Oczywiście rynek amerykański zareagował znaczną zniżką. Indeks S&P500 spadł o 3,44%. Surowce zaliczyły 5% na minusie (np. ropa brent, czy miedź), a Euro w stosunku do Dolara zeszło pod psychologiczny poziom 1,2xxx.
Trudno więc by piątkowe inwestowanie w akcje było póki co udane. Pozostaje czekać na wskazania rynków azjatyckich, kontraktów amerykańskich i zachowania Euro w poniedziałek rano. Czy inwestorzy przetrawią przez weekend informacje? Wstrząsy mogą być tylko spontaniczne. Mogą też być czymś więcej, jeśli dotychczas dominująca strona ma słabą kondycję.
Co u nas było i co z tego wynika? O tym w analizie WIG20 dostępnej TUTAJ.