Co jakiś czas napomyka się o przywróceniu standardu złota. Odkąd znieśli tą zależność, to rządy, czy banki centralne kombinują co tylko można psując wartość pieniądza. Jak było złoto – obraz był bardziej jasny. Czy przywrócenie tego standardu spowoduje, że inwestowanie na giełdzie w złoto będzie opłacalne?
Standard złota – dlaczego zrezygnowano?
W uproszczeniu:
Mamy tort (złoto), możesz go podzielić na ileś kawałków (dolary). Podzielisz na 10 – będzie 10 dużych kawałków, podzielisz na 20 – starczy na więcej osób, ale kawałki będą mniejsze. Niektórzy przestali wierzyć w wartość dolara, bo USA zaczęło drukować nowe dolary i chcieli, by USA spłacało dług w złocie. Co to za filozofia – wydrukuję Ci pełną walizkę dolarów i spłacę swój dług?
Problem jest taki. Ot bezkarnie nie można było sobie ciąć swojego tortu na ileś kawałków, a nawet jeśli, to tort miał ograniczoną wielkość. Żeby jakoś utrzymać równowagę, to trzeba by było zrobić większy tort (dokupić złota).
Prezydent Nixon zrobił kawał – zniósł standard złota. Wyszło tak, że to dolar sam z siebie zastąpił złoto jako standard. Ameryka z pierwszego wierzyciela stawała się powoli pierwszym dłużnikiem, choć z początku mogła sztucznie spłacać długi. Trzeba było drukować coraz więcej pieniędzy, wojna w Wietnamie kosztowała sporo, a i ceny ropy rosły, inflacja też (najwyżej zmienimy wzór do liczenia, by była ciągle jednocyfrowa). Ktoś podskoczy Ameryce?
Komu się to nie opłaciło?
Odejście od złota teoretycznie opłacać się mogło amerykańskim eksporterom i (jak pisałem) pomóc w spłaceniu bieżących długów. Do czasu - osłabienie dolara to wzrost cen towarów i inflacji w samych Stanach.
Eksporterom z innych państw już na pewno nie, a i wierzyciele kręcili nosami. Jest chyba różnica, jeśli dostajesz pieniądze w dolarach, ale dolar kosztuje 2zł, a nie 4zł? W tym stanie dostajesz dwa razy mniej pieniędzy faktycznie. W Polsce w końcu obowiązuje złoty jako waluta.
Jeśli pożyczyłeś Stanom 1mld dolarów przy kursie 4zł za dolar, czyli pożyczyłeś 4mld zł, to gdyby miały go spłacić na raz, wówczas przy kursie 2zł za dolar dostałbyś 2mld zł, zamiast 4mld. Psi biznes. Co więc robisz? Psujesz pieniądz u siebie. Niech dolar znowu jest po 4zł.
Co ciekawe przez drukowanie dolarów, a jednoczesne liczenie cen surowców w dolarach ponownie uderza Cię to po kieszeni. Za ropę płacisz w dolarach. Jeśli wartość dolara spada, a cena ropy w dolarach rośnie, to dodatkowo Ty importując ropę płacisz za ropę więcej. Jest różnica jak kupisz ropę po 30 dolarów, a kupisz po 100 dolarów? Pół biedy jakby wyszła idealnie proporcjonalna korelacja między złotówką, dolarem, a ropą i wyszedłbyś na zero. Jeśli dolar kosztuje 4zł, a ropa 30 dolarów, to płacisz za ropę 120zł. Jeśli dolar kosztuje 2zł, a ropa 100 dolarów, to płacisz 200zł.
Jeśli byś miał ropę, to wówczas teoretycznie bardziej opłaca Ci się sprzedać po 200zł niż po 120zł. Uściślając - jeśli to Ty jesteś właścicielem i sprzedawcą ropy, a nie zagraniczna firma z ulgą podatkową.
Standard złota? Po co?
Dlaczego powrót do standardu złota może wzbudzać niechęć? Ty miałeś tort, tort był podzielony na 10 kawałków. Dziś, przy zepsuciu pieniądza, gdyby założyć jaką proporcję „po staremu”, miałbyś ten tort podzielony na 1000 kawałków. Siłą rzeczy jeśli chcesz, by znowu było 10 kawałków lub te 1000 kawałków miało taką samą wielkość każdy z osobna jak każdy jeden z 10 kawałków po staremu – musisz dokupić złoto. Masz problem – jeśli złoto kosztuje 1000 dolarów, a nie 100.
Jeśli chcesz kupić złoto, to istnieje ryzyko, że ceny jeszcze wzrosną. Duży gracz jak państwo nie kupi przecież jednej obrączki lub jednej sztabki. Raczej całe tony złota. Jeśli ja posiadam złoto i wiem, że jest chętny duży kupiec na nie, to czemu mam mu od razu sprzedać? Po 1000 dolarów? A czemu nie po 2000? Będę po prostu czekał.
Jeśli dojdą do tego inni gracze – państwa, wówczas popyt wzrośnie. Nie kupisz Ty, kupi ktoś inny. No to może sprzedam po 3000 dolarów? Jeśli Ty będziesz czekać, bo nie chciałeś kupić po 2000 dolarów, to kupisz po 3000. Będziesz do tego zmuszony. Chciałeś złoto jako pieniądz? To płać.
Ja na tym zarobię. Kupiec niekoniecznie. Znacjonalizują mnie? To która prywatna firma wejdzie potem w taki kraj? Wszędzie zrobią nacjonalizację? To po co w ogóle zakładać biznes? Najwyżej bezrobocie wzrośnie. Czy to moja wina, że ktoś wolał popsuć pieniądz, by łatać problem na bieżąco? Biznes to biznes. Ja chcę zarobić, ale nie na waciki. Ja mam ropę, ale jak np. ceny żywności wzrosną, to ja też muszę więcej płacić za żywność. Ropą się nie najem.
Polityczne samobójstwo?
Nawet więc jeśli przywrócenie standardu złota pomogłoby na dłuższy termin, to kto z obecnie rządzących będzie na tyle wyborczym samobójcą, by zaaplikować ciężki lek? Ktoś przecież musi dać pieniądze na zakup złota. Kto? Wyborcy… płacąc większe podatki. Chyba że ktoś ma inny pomysł jak sprawić, by „cud nie posiniał i nie obrzękł”?
Dziesięciu ekonomistów może mieć rację, ale milion Kowalskich, tylko dlatego, że interesuje ich codzienny byt, a nie jakieś złoto, będzie wściekłych. Czy to ich wina, że popsuto pieniądz? Ciężki los polityka, który za głos dziesięciu ekonomistów odda niechęć miliona Kowalskich. Przegra wybory. Ciężki los podatników, bo z czegoś trzeba będzie wykupić złoto. Nawet to co w założeniu mogłoby być lepsze – coś kosztuje. Kwestia tego, kto za to zapłaci.