Według mnie jednym z podstawowych mitów jakie funkcjonują w dostępnym dla wszystkich światku o nazwie „Oszczędzanie/Inwestycje” jest systematyczne inwestowanie/oszczędzanie. Chodzi tutaj o to, że co miesiąc wkładasz 100, 200, 500zł czy ile tam możesz w jakiś fundusz, OFE (a to już z musu idzie), IKE itp.
Przede wszystkim jeśli wkładasz pieniążki co miesiąc w jakiś fundusz lub kupujesz akcje, to nie nabywasz jednostek, akcji, czy czegokolwiek zastanawiając się czy może spaść, czy wzrosnąć. Jasne, że liczysz na wzrosty (no chyba że grasz na spadki na kontraktach terminowych). W czym więc jest ten haczyk?
Komu na pewno opłaca się systematyczne wpłacanie?
Po pierwsze – jeśli tak robisz, to dalej nie wiesz nic o Inwestycjach (celowo z dużej litery). W Inwestychach nie chodzi o to, żeby kupić cokolwiek, byleby było i kiedykolwiek byleby było. Lepiej kupić „coś kiedyś” z głową. Tak samo możesz przecież nabyć np. dom za 1mln zł, a ten sam dom można będzie nabyć kiedy indziej za 200tys zł. Jest różnica? Niemożliwe? Różnica jednej bańki cenowej na rynku nieruchomości. Bańki mają to do siebie, że pękają i to zawsze.
Po drugie – zgadnij komu się to najbardziej, jeśli nie na pewno opłaci? Grosze, bo grosze, ale co miesiąc płyną prowizje maklerskie z tytułu nabycia jednostek, czy kupna akcji. Możesz powiedzieć „Przecież jakby dać 10tys na raz, to też zapłacę prowizje maklerskie”. Jasne, tylko że wpłacając co miesiąc jakąś określoną kwotę zapewniasz stabilny, stały i określony przychód. A poza tym co to byłby za fundusz jeśli byłbyś jego jednym klientem?
Komu w pierwszej kolejności przypadnie przychód? Funduszowi, prezesom, pracownikom. Tobie będzie rosło lub spadało. Ktoś i tak ma pewny zarobek. Z Twoich pieniędzy. A Ty? A kiedyś tam i to jeszcze „może”.
Jasne, jak się robi interes, to mogą obie strony zarobić, coś się należy za pracę, za obsługę itp. Różnica polega na tym, że przecież Ty wkładasz swoje pieniądze nie dlatego, żeby inni na pewno zarobili, a Ty „może”, lecz dlatego, bo Ty chcesz zarobić. Egoizm? A może raczej Rozsądek czy Szacunek do siebie?
Systematyczne wypłacanie… o zgrozo.
Systematyczne wypłacanie też jest „udane”, a jest najczęstszą konsekwencją systematycznego wpłacania. Załóżmy, że przechodzisz na emeryturę, a zaczęłaby się bessa, albo tylko w międzyczasie się pojawiła. Zamiast wypłacać wszystko na raz, będziesz wypłacać jak będzie spadać wartość tego co posiadasz. Nie dość, że i tak poprzez wypłacanie pomniejszysz sobie siłą rzeczy kapitał, to jednocześnie jego wartość będzie spadać poprzez spadki cen na rynku akcji itp.
Wiesz komu uratujesz tyłek? Bessa to długoterminowe silne spadki, przerywane jakimiś korektami wzrostowymi. Jeśli wypłacasz systematycznie, to zapewniasz przede wszystkim spokój funduszowi. Fundusz wyzbywa się powoli akcji, Ty oczywiście tracisz. Fakt, że z coraz mniejszej kwoty, ale tracisz z tego co zarobiłeś. W funduszach możesz jeszcze zrobić konwersję jednostek. Oczywiście musisz wiedzieć, kiedy trzeba jej dokonać.
Jeśli fundusz ma 10tys klientów i wszyscy chcieliby wypłacić pieniądze, to:
a) fundusz musiałby masowo sprzedawać posiadane papiery,
b) ceny leciałyby na łeb na szyję,
c) byłyby trudności z dotrzymaniem standardowych kilkudniowych okresów przelewu pieniążków na Twoje konto
d) może nawet groziłaby plajta, oczywiście czy na plajcie każdy odzyskuje wszystkie pieniążki?
Zapomniałbym, oczywiście przy systematycznych wypłatach znowu idzie pewna prowizja, jeśli wypłacasz co miesiąc. To co miesiąc zapewniasz jakiś przypływ. Nie muszę mówić komu? A co Ty z tego masz, jeśli w międzyczasie tracisz?
Eee, nic odkrywczego?
Pewnie ten artykuł nie jest jakiś odkrywczy, pewnie ktoś już poruszał tą tematykę, ale nie łudzisz się chyba, że 38 mln Polaków wie o tym co piszę? Jeśliby 38mln Polaków czytało mojego bloga, to byłbym chyba blogerem stulecia. Ja lub ktoś inny.
Siłą rzeczy 38mln Polaków może wpaść w panikę, ale na pewno nie na samej górce hossy/początku bessy, większość i tak nie uwierzy w to co piszę, bo niby skąd w tym wypadku brałyby się bessy? A na górce hossy/początku bessy akurat padają rekordy wpłat na fundusze. Wpłat, a nie wypłat. Dlatego większość nigdy nie wygra, to nie wybory parlamentarne. To prawdziwe życie.
Jakiś przykład? Ano pomyślmy. KGHM – w 2003 r. akcje można było kupić nawet po 11,35zł, w 2007 r. chodził po 140zł. Super, nie? W 2008 r. zaliczył poziom 20zł. Dziś kosztuje 100zł. Czy lepsze jest systematyczne kupowanie, skoro w rok można stracić większość wirtualnego zarobku kilkuletniego? Czy nie lepiej większą gotówką polować na ceny niższe niż 100x zł?
Jest alternatywa
Jakie więc masz możliwości:
a) trzymanie się strategii systematycznego wpłacania i modlenie się, by rosło przy systematycznym wypłacaniu
b) rozpoczęcie edukacji pt. Inwestycje giełdowe, co nie musi oznaczać konieczności ślęczenia nad wykresami 24h/7d. Nie musisz być przecież day-traderem
Jeśli ktoś zakłada systematyczność wpłat, bo nie ma, a nawet nie zna innej strategii, to trudno oczekiwać, że zna właściwą strategię wyjścia całością pieniędzy. Jeśli nie masz, a chcesz zbudować swoją strategię lub dotychczasowa wydaje Ci się mało pewna albo niezadowalająca – masz wybór. Żeby jednak zbudować dobrą strategię, musisz wpierw nabyć Wiedzę, np. TUTAJ.
PS: Odnośnie ceny domu skoro już o niej wspomniałem na początku: w USA dziś domy, które banki sprzedają nawet za symbolicznego dolara, nie mają wielu nabywców. 3 lata temu dom nie kosztował 1 dolara. Jak domy kosztowały 500tys. to nabywców było „na pęczki”. Do czasu.